|
środa, 08 lutego 2012
Miecze
- Na następnych zajęciach aikido będziemy walczyć mieczami. Pan przyniesie
miecze takie długie, jak makaron i miękkie.
Spanie w Kampinosie
Pojechaliśmy do Kampinosu. Biało, prószył śnieg, z nami ciocia Dorota i nasz
pies. Ptysi robiły się kulki śniegu na łapkach, ale cały czas radośnie biegała.
A ja wraz z Rózią byłem podekscytowany, bo Dorota powiedziała, że w tych torbach
w bagażniku ma namiot, jedzenie i że będzie przez kilka dni spać w puszczy i
zgodziła się byśmy z Rózią z nią zostali. - Dlaczego nas ciociu nie ostrzegłaś? – zadałem pytanie – Przecież bym się lepiej przygotował! - A czy twój namiot zamyka się na rzepy? – spytała Rózia. - Nie, na sznurki. - A, bo nasz z Ikea, to na rzepy. - Nikt nie będzie spał pod gołym niebem. – zacierałem ręce z radości – Pomieścimy się. Będziemy spać w kurtkach, rozpiętych i nie zmarzniemy. Czapki i szaliki zdejmiemy, żeby się nie podusić. Ptysia będzie nas ogrzewać. Masz zapałki? To dobrze, to rozpalimy ognisko, a potem poszukamy krzemieni. Z torebek foliowych zrobię pochodnie. Dobrze, że wziąłem notes i długopis, to w dzień będę pisał, no i bawił się z psem. Patyki i kamienie mi wystarczą do zabawy. Nie będziemy się nudzili. Mam kompas ze sobą. Jak zjemy twoje brokuły i marchewki, ciociu, to pozbieramy grzyby i ugotujemy grzybową. - Fu! – skrzywiła się Rózia, bo nie znosi grzybów. - Nie martw się, dla ciebie zrobimy zupę z jednego grzyba. Ciociu, masz pianki? Tak, no to fajnie, to wbijemy je na patyk i podpieczemy. Co? Masz pianki do spania? Nie rozumiem co to za pianki? Ciociu, a w nocy mogą przyjść do nas wilki. Jak zobaczę wilka, to będzie szczęście. A jak przyjdzie do nas ryś, to będzie wielkie szczęście. – rozmarzyłem się. – A jeśli zobaczę łosia, to będzie cud. Mama po prostu powie w szkole, że jesteśmy chorzy. A wiesz jaka kiedyś była prymitywna medycyna? Ból głowy sam przechodzi, a lekarze kiedyś robili dziurkę w głowie, bo myśleli, że ból głowy jest z tego powodu, że w głowie zamieszkał robak. Przez te kilka dni nie zachorujemy. Ciepło jest. Mama zostawi nam termos z herbatą i kilka muffinek i sobie wróci do domu, a my będziemy mieć przygodę, o jakiej marzyłem. - A ja z Ptysi sobie zrobię poduszkę. Już kiedyś na niej spałam i wcale mnie nie ugryzła. – wtrąciła Rózia. - Co, zapomniałaś wziąć namiot???? Zrobiłaś zakupy jedzenia i zapomniałaś namiotu???! Nie no, a ja tak marzyłem. Nabiję cię, ciociu, na ten patyk i zrobię z ciebie szaszłyk! Aikido
- Świetnie było na aikido. Nasz instruktor jest pełen luzu. Nawet, jak spadały
mu okulary, to się nie przejmował. I dobrze, że jesteśmy z Rózią tacy chudzi, bo
mogliśmy się bez trudu zwinąć w kulki!
Starość
Dziś w Łazienkach było zielono. Trawy, bluszcze, biegające wiewiórki, które
jadły orzechy z ręki i podkradały kaczkom okruchy chleba. A po bałwanie został
tylko placek i łupiny orzecha. - Zwłoki bałwana. - Jak ty brzydko Jurek mówisz. – zdenerwowała się Rózia. - Mamo, a jak będziesz stara, to będziesz chciała przyjeżdżać do mnie na Święta? - Tak, Jerzyku. – mama się uśmiechnęła. – Z przyjemnością. - Będziesz siedziała przy oknie i oglądała kaczki pływające w moim stawie. ***
- Mamo ty tak dobrze gotujesz, że twoje obiady smakują mi jak lody. –
przytuliłem się najedzony i szczęśliwy.
Demonstracja
Byliśmy dziś pod Sejmem na demonstracji dot. in vitro. - Myślałem, że będziemy chodzić, a nie stać. Nudno mi było. - skomentowałem. - A czyjej kobiety tam były zwłoki? – dopytywała się Rózia. - Dzieci, a cóż to była za demonstracja? – bunia nie była zorientowana w temacie. - Demonstrowałem, żeby kobiety po czterdziestce mogły mieć dzieci. - tyle zapamiętałem. Wieczorem braliśmy z Rózią kąpiel. Siedzieliśmy w wannie już chyba z godzinę, a moja siostra za nic nie chciała wyjść z wody. - Rózia, wychodź wreszcie, chcę cię wytrzeć. – prosił tata. - Chce-my się re-lak-so-wać, a nie wy-cho-dzić z wan-ny!! – skandowała Rózia. - Nie wiem Zuzka, czy to był najszczęśliwszy pomysł, żeby naszą córkę zabierać na demonstrację. Urodziny cioci
Poszliśmy z rodzicami do Maski na urodziny cioci Jaśminy. Był tort i piwo, my
piliśmy soczki i bawiliśmy się pod stołami, rysowaliśmy. - Jak to miło, że wy wszędzie chodzicie z dziećmi. – wzruszyła się Jaśmina. – Na urodziny przyjaciół, wernisaże, koncerty, to cudowne! - Rodzice uśmiechnęli się krzywo pod nosem. Rózia dała cioci płytę ze swoją ulubioną muzyką. Ozdobiła okładkę po swojemu i podpisała ją „Ópiur w operze”. – Mamo, upiór pisze się przez „ó” kreskowane, bo się wymienia na upiory, tak? – zapytała się wcześniej mamy. Dzień babci
- Rysuję pracę dla babci. – Rózia pomachała kartką w stronę mamy - Podoba ci
się? Tak? Już długo rysuję i boli mnie nadgarstek. Nie, nie chcę odpoczywać,
chcę ukończyć, to ważna sprawa, nie mogę zawieźć. Po jakimś czasie: - A wiesz, mamo co Jurek narysował? Taki z niego dobry mechanik, że jak jest Dzień Babci, to wiesz co on rysuje? Łatwiznę, to żadna wielka praca! - Wcale, że nie! – obraziłem się. - To bardzo łatwa armata, która strzela. Każdy umie to narysować! Kryzys
- Babciu, a teraz jest kryzys. Ludzie stracili w Krośnie pracę, mama nam czytała
i jedzą kaszankę. – opowiadaliśmy o tym co wiemy o kryzysie, o przeczytanym
artykule – Boimy się, że nasz tata straci pracę, bo on bardzo późno wychodzi z
domu. Sławna mama
Mama pokazała nam w komputerze Wiadomości, a w nich informację, która nami
wstrząsnęła. Rózia natychmiast zadzwoniła do babci, żeby jej to
opowiedzieć: - Babciu, oglądaliśmy wiadomości i wiesz co się stało? Mikołaj zbankrutował. Tak! I mógł wybrać tylko jedną osobę na świecie, której da w najbliższe Święta prezent i wybrał naszą mamę. I taki pan powiedział, że kopnie tego Mikołaja i on nie usiądzie na saniach. Nasza mama jest sławna, to straszne. Ogień w innych krajach palą, na ulicach. Z zazdrości, a to przecież nie wina naszej mamy, tylko Mikołaja. Mama sprowadzi na nasz dom nieszczęście. Już w Polsce są napisy na murach „Dlaczego ona?!”. Jestem zdenerwowana i przygotowałam latarki. Położyłam pod drzwiami. Jak ktoś obcy będzie chciał wejść, to mu dam nimi w łeb, bo są ciężkie. Ja zaś ucieszyłem się ze sławy mamy. - Mamo, jesteś sławna, a ja jestem półsławny!!! – skakałem z radości – To dobrze, będziesz miała sprzątaczkę i kucharkę, której dasz swoje przepisy i nianię do dzieci. – jak zwykle myślałem praktycznie. - To co ja będę robiła? - mama się uśmiechnęła. - Nudziła się!!! – wykrzyknąłem uradowany. – Wystąpisz w telewizji u Szymona Majewskiego, w gazetach będą o tobie pisali, a nas do szkoły będzie zawoziła policja dla bezpieczeństwa. Tylko koledzy mogą mnie pobić. Z zazdrości. Oni wiedzą, jak ty się nazywasz. To mnie martwi. Państwo da nam większe mieszkanie i darmowe bilety do kina. Ale fajnie! Potem okazało się, że ten filmik, to tylko żart. Rózia się ucieszyła: - Nasza mama jest gówno sławna! A ja byłem lekko rozczarowany. Łazienki
Spacerowaliśmy po Łazienkach. Wszędzie biel śniegu. Karmiliśmy kaczkę z ręki,
wyciągała szyję wysoko. Całe stado wyprowadziliśmy na
długi spacer sypiąc im okruchy. Było śmiesznie, jak czasem wyrywały sobie skórki
chleba. Rzucaliśmy jedzenie łabędziom, podglądaliśmy sikorki. Jedna zjadła
okruszki z wyciągniętej dłoni mamy. Ulepiliśmy bałwana z orzechowymi oczami, w
śnieżnej czapie. Badałem ślady kaczych łapek. - Muszę dobrze zapamiętać, żeby wiedzieć, jak narysować potem to w domu, taka litera V z kreską w środku. – przyglądałem się uważnie. Biegałem z Rózią za kaczkami. - Niełatwo było naszym prymitywnym przodkom złapać ptaka na obiad. – skomentowałem. 10 gr
- Jerzyku, czy ty masz przy sobie jakieś drobne? – spytała mama, jak byliśmy w
sklepie, bo miała tylko gruby banknot. - Nie, Jurek ma 10 groszy, ale staropolskich. – odpowiedziała za mnie Rózia. Zaspaliśmy
Budziliśmy się z Rózią. Tym razem nawet się wyspaliśmy. Powstawaliśmy z łóżek.
Poprzeciągaliśmy się i pomaszerowaliśmy do pomarańczowego pokoju. Od razu
przywitała nas sroga mina mamy. - Zaspaliście! Wyobrażacie to sobie, że zaspaliście i już kończy się u was w szkole druga lekcja??!!! - To dobrze. – ucieszyła się Rózia. - O, a na pierwszej lekcji mamy sprawdzian. - przypomniałem sobie w tej chwili. - Co???!!!! - To uniknąłem jedynki!!!! – powiedziałem to ja, dobry uczeń. Buuuuuu
Wracaliśmy z tatą. Mamę od progu przywitał ryk Rózi: - Buuu! Buuuu! - O co znowu chodzi?! – mamie z twarzy znikał powitalny uśmiech. - Buuuuu! Buuuuuu! – ryczała Róża na cały regulator – Zgubiły mi się naklejki. - Mówiłem, żeby nie brała. – tata był zdenerwowany – Tłumaczyłem jej, że drobne rzeczy nosi się w torebce. - Właśnie! Róża ma mnóstwo torebek, a ja mam tylko jedną. – rozgniewałem się. - Nie wtrącaj się, głupku! Buuuuuuu! - Róziu, no ale widzę, że zostały ci jeszcze jakieś naklejki. O, cztery. - Ale aż dwie straciłam! Na zawsze!!!! Nie wiedziałam, że bez torebki zgubię!!!! Nikt mi nie mówił!!!! - W kółko ci o tym mówimy. - Nikt mi nie powiedział. Buuuu! Nie wiedziałam!!!!! Nikt mi nie mówił!!!!– Róża coraz bardziej wyła i zaczynała się rozbierać. Buch! czapka wylądowała na podłodze, za nią szalik, kurtka, jeden but poleciał w moją stronę, a drugi w stronę mamy, tata zrobił oczy, jak spodki, mama się wkurzyła. - Jak ty się w ogóle zachowujesz?!!! Nagle tata zaczął się śmiać, do śmiechu dołączyłem się ja, a na końcu mama. - Gapo! Twoje naklejki przylepiły się do szalika! Rózia uspokoiła się, uśmiechnęła i znów wybuchnęła płaczem: - Nie śmiejcie się ze mnie!!! Buuuuu!!!! Czy by wam to przeszkadzało
- Mamo, a czy by wam przeszkadzało, jakbym dwa lata mieszkał na
Antarktydzie? - chciałem wiedzieć. - Nie, skądże. Tylko chciałabym, żebyś o nas kiedyś nie zapomniał. - Będę o tobie zawsze pamiętał. Nawet, jak na starość będę uprawiał kukurydzę. - ? - Chcę zwiedzić cały świat, a na starość zatrzymać się w jednym miejscu i uprawiać kukurydzę. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A JAK BYŁO na samym początku??
Dróżki:
Stronę zaprojektowała:
Tagi
|